Wyświetlam 1 - 10 z 16 notek

przesądy- wierzyć czy nie wierzyć?

  • Napisane 6 maja 2014 o 18:11

Pierwsze choróbsko mamy za sobą. Coś strasznego, patrzysz jak Twoje dziecko cierpi i się męczy, a Ty nie możesz mu pomóc w takich momentach przydałaby się magiczna różczka, która sprawi, że Maleństwo wyzdrowieje.

Pewnie zastanawiacie się, co ma choroba mojego dziecka do tematu wpisu ? :)

Na pewno słyszeliście o zauroczeniach dziecka o przelewaniu jajka nad dzieckiem, czerwone wstążki itp.  Każdy słyszy, ale nie każdy wierzy ja na przesądy patrzę z przymrużeniem oka. Oczywiście czerwona wstążka jest przy łóżeczku i wózku, ale nie wpadam w paranoje i nie zawiązuję jej na dziecku, bardziej traktuję to, jako tradycję, bo w każdym pokoleniu mojej rodziny tak się robiło. Przelewanie jajka nad dzieckiem uważam za przesadne oczywiście podobno są przypadki, że pomogło, ale ja się pod tym nie podpiszę. No i przypadek, który mnie spotkał, czyli reakcja na pytanie ” czy dziecko choruje ?” Podobno nie powinno się mówić, że dziecko jest zdrowe.  Ja teraz wiem, że będę unikać odpowiedzi na to pytanie, albo po prostu nie będę odpowiadać. Do tej pory jak ktoś zadawał mi to pytanie, odpowiadałam normalnie „dziecko zdrowe, nie choruje „, ale teraz wiem, że to był błąd. Wystarczyła jedna niewłaściwa osoba, która zadała mi pytanie o stan zdrowia mojego dziecko, żeby jeszcze tego samego dnia moje dziecko dostało gorączki. Potem zaczął się katar i kaszel. Myślałam, że to przejdzie, że może to ząbki, ale nie. Zapalenie górnych dróg oddechowych. Noce nieprzespane, bo Laurę męczy kaszel, zatkany nos nie pozwolił jej swobodnie oddychać. A ja bezradna nie mogę jej pomóc. Mam nadzieję, że Lauriettka szybko dojdzie do zdrowia, a ja już nigdy nie odpowiem na to paskudne pytanie… Lecz zdania o przesądach nie zmienię. Uważam, że niektórzy wpadają w paranoję, jeśli chodzi o przesądy, wiele rzeczy nie można zrobić, bo taki jest przesąd. Jeśli ktoś z głową wierzy w przesądy uważam to za nic strasznego. Ja staram się w przesądy nie wierzyć, ale w ten jeden będę wierzyć na pewno !

Wielki powrót !

  • Napisane 3 maja 2014 o 21:39

Witam Was !

Jest mi strasznie głupio, że nie pisałam prawie miesiąc, ale miałam lekki kryzys w pisaniu, brak czasu i siły…

Już od jakiegoś czasu zbieram siły żeby usiąść i napisać coś sensownego, co by Was zainteresowało. Szczerze nadal nie wiem, co by to miało być…

Na razie opisze, co u nas się wydarzyło, a wydarzyło się trochę…

16.04 Nadszedł dzień, na który czekałyśmy 8 tygodni, naszej Kruszynce zdjęliśmy paskudę Koszli. Gdy pani Doktor powiedziała, że bioderka już są wyleczone i zdejmujemy aparat myślałam, że zacznę skakać do nieba. Od razu w przychodni zdjęłam Koszlę i schowałam do torby a Lauriettce założyłam normalne spodenki, a nie 3 rozmiary

za duże. Mimo, że do tej pory Laura była wesołym uśmiechniętym dzieckiem to dopiero po zdjęciu paskudy  dostrzegłam na twarzy mojej córci pełny wspaniały uśmiech.

P1030997

 

Teraz, gdy Laura ma już uwolnione nóżki nie mogę już nawet na chwilę zostawić jej samej na łóżku. Jest mega ruchliwa macha nóżkami stara się przekręcać na boki, trzeba poświęcać jej teraz mnóstwo uwagi. Co jest powodem mojego wykończenia wieczorem nie mam siły ani głowy do napisania czegoś sensownego. Gdy Laura idzie spać ja mam czas dla siebie, zazwyczaj wykorzystuję go na wzmacnianiu mięśni brzucha przy moich wieczornych serialach :)albo po prostu kąpiel i zasłużony sen :)

 

Pokrótce to na tyle by było. Nie długo napisze o pierwszej nocy po za domem Laury, wprowadzaniu nowych pokarmów do diety dziecka i katarku. Bądźcie cierpilwi zaglądajcie czasami co nowego u Lauriettki  :)

Ciemieniucha- jak sobie z nią radzić ?

  • Napisane 10 kwietnia 2014 o 21:59

Dziś opisze Wam moją walkę z ciemieniuchą, co prawda jeszcze nie wiem czy zwyciężona, ale pochwale się jak sobie z nią poradziłam. Zacznijmy od tego, co to w ogóle jest ciemieniuch.

Ciemieniucha to żółte łuski, które są przyklejone do skóry (wyglądem przypominają tłusty łupież). Najczęściej, jako przyczynę tego zaburzenia podaje się zbyt wysoki poziom hormonów matki, które nie zostały usunięte jeszcze z organizmu dziecka i krążą sobie w krwiobiegu powodując drobne zaburzenia. Bardzo często dodatkowym elementem jest rozwój grzybów na skórze dziecka. Podobieństwo ciemieniuchy i łupieżu wynika z faktu, że w obu wypadkach obserwuje się zbyt intensywną produkcję sebum przez gruczoły łojowe. Zapowiedzią ciemieniuchy są ledwo widoczne białe łuski tuż przy skórze głowy. Po ich pojawieniu się należy rozpocząć działania, bo chociaż nie jest to objaw groźnego schorzenia, to jednak ciemieniucha uniemożliwia skórze oddychanie.

U mojej Lauriettki ciemieniucha się pojawiła koło dwa miesiące po jej urodzeniu. Wiedziałam, co to jest ciemieniucha i niby jak sobie z nią radzić, więc nie panikowałam. Czytałam, że trzeba smarować główkę oliwką wyczesywać łuski, spłukiwać głowę czystą wodą (nie tej, co kąpię się dziecko) i problem zniknie. Pomyślałam nic takiego, co to za problem parę dni będziemy smarować się oliwką i po bólu. Mijały tygodnie a problem nadal się utrzymywał. Przy okazji robienia zakupów w rossmanie wypatrzyłam preparat na ciemieniuchę baby spray stwierdziłam kupię skoro oliwka nie pomaga to taki preparat na pewno pomorze. Trzeba było smarować 10 minut przed kąpielą a po kąpieli wyczesać miękką szczoteczką. Czekałam 3 tygodnie, ale problem nadal się utrzymywał. Stwierdziłam, że może preparat jest za słaby. Udałam się do apteki uznałam, że tam już na pewno dostanę coś skutecznego. Kupiłam Olejuszkę Skarb matki. W tym przypadku trzeba było smarować po kąpieli i wyczesywać. Mijały dni a problem nie znikał. Uznałam, że wszystkie te preparaty nie skutkują na ciemieniuchę u mojej kruszynki.  Pomyślałam, że spróbuję bardziej  radykalnego sposobu. Wylałam mnóstwo oliwki na główkę Laury porządnie wtarłam odczekałam chwilę i grzebykiem dla dzieci wyczesałam łuski. Niby  we wszystkich poradnikach piszą, że można czesać tylko delikatną szczoteczką, ale żadna z metod nie skutkowała usunięcia łusek. Robiłam tak przez 3 kolejne dni. Teraz po ciemieniusze nie ma ani śladu, zobaczymy czy problem nie wróci :)

:)

Co u nas nowego…

  • Napisane 3 kwietnia 2014 o 15:11

Witajcie !

Dawno nic nie pisałam, ale cały czas szukam ciekawego tematu, którym mogłabym sie z Wami podzielić. Ale niestety tematów może mam wiele, ale słów na dany temat mało. Ale obiecuję, że się poprawię.

Pokrótce opowiem, co u nas słychać. Nie wiele się dzieje dzień świstaka. Laura budzi się ok.  7-8 rano i albo jest to pobudka z agresją mówiąca „Mamo jestem głodnaaaaaa” albo wesoła dyskusja ” Halo ja już nie śpię, czy możecie się w końcu obudzić i pobawić się ze mną”.

Zazwyczaj Laura budzi się w tej drugiej wersji i gdy podchodzi się do łóżeczka wita mnie wielki banan na ustach mojej Kruszynki :D Bezcenne ! Potem troszkę baraszkujemy sobie w łóżku śmiejemy się bawimy krzyczymy i gdy Lauriettce się już nudzi  przebieramy się i zaczynamy dzień. Jedzonko, trochę zabawy, drzemka i spacerek . I tak zazwyczaj codzień. Odliczamy dni, kiedy zdejmą nam tą okropną paskudę z bioderek i będziemy mogły swobodnie brykać. A na chwilę obecną mogę się pochwalić kolejnym rozwojowym postępem mojej córki, że umie się już bawić zabawkami. Od około 2 tygodni zaczęła swobodnie trzymać grzechotkę pakować ją do buzi i wydawać przy tym dziwne dźwięki.  Jak również  zakłada prawie nogę na szyję :) hehe, czyli łapię się za skarpetkę i ciągnie ją razem ze swoją nogą, gdy uda jej się ściągnąć skarpetkę bawi się paluszkami u stópki. I po co dziecku mnóstwo zabawek jak ono doskonale bawi się częściami swojego ciała.

To na tyle Moi Drodzy, co u nas słychać.

Może Wy macie jakieś propozycję tematów?  Czekam na pomysły od Was :)

Heja !

Jak poradzić sobie ze snem dziecka

  • Napisane 28 marca 2014 o 17:28

Dziś Laura kończy 4 miesiące, a mi właśnie się przypomniało jak walczyłam z jej snem i postanowiłam wam o tym opowiedzieć.

Początki były ciężkie Laura w nocy buszowała w dzień spała. I mimo że noworodki na początku śpią cały czas to Laura i tak przerwy od spania robiła sobie w nocy. Gdy ja kładłam się spać ona w tedy się budziła i sobie leżała. Niestety już spania nie było. Trzeba było przestawić się na tryb nocny. W nocy siedziałyśmy do 3-4 w nocy a potem odsypiałyśmy w dzień z przerwami na jedzenie. Mi było ciężko spać w dzień, więc tylko Lauriettka korzystała z tej możliwości a ja spałam po parę godzin w nocy. Gdy nadszedł dzień, kiedy trzeba było iść do lekarza i rano wstać ja niestety po nieprzespanej nocy musiałam wszystko ogarnąć i o wszystkim myśleć. Niestety moje baterie wysiadły. I gdy już nie miałam siły patrzeć na oczy, bo miałam kilka nocek pod rząd nieprzespanych mnóstwo obowiązków na głowie i latałam z językiem wywalonym postanowiłam coś zrobić ze snem mojej córki.

Zaczęłam Laurę kąpać codziennie, wcześniej robiłam to, co dwa dni. Po kąpieli już się z nią nie bawiłam nie chodziłam z nią po mieszkaniu, nie kładłam do wózka tylko w naszym łóżku ją karmiłam piersią i potem kładłam ją do łóżeczka. Zazwyczaj po karmieniu już spała, ale zaraz się budziła i płakała. Konsekwętnie nie wyciągałam jej z łóżeczka obrałam taktykę, że jak się zmęczy płaczem to pójdzie spać. Żeby nie płakała nona stop głaskałam ją po czole, trzymałam za  rękę. Czyli 1,5 godziny usypiania było codziennie. Potem Laura budziła się, co 2-3 godziny na karmienie. Minął tydzień a Laura już lepiej spała, ale i tak nie było to, co bym chciała. Tknęło mnie coś żeby wieczorem zamiast piersi dawać Laurze mleko modyfikowane. Więc po kąpieli  dawałam mojej Kruszynce butlę i do łóżeczka spać. Skończyło się już ciągłe usypianie siedzenie przy łóżeczku Laura zaczęła zasypiać sama. Zasypiała od razu po jedzeniu albo jeszcze chwilę leżała sobie sama w łóżeczku i potem zasypiała. Teraz Laura je po 19  butlę i budzi się dopiero między 2-4 na kolejną partię jedzenia . A ja w końcu mogę się wyspać :)

Bioderka

  • Napisane 27 marca 2014 o 18:18

Dziś nadszedł ten wielki dzień wyczekiwany od dawana. Wizyta u ortopedy z bioderkami Laury. Niestety z paskudą koszli nie pożegnamy się tak szybko jak  myśleliśmy :( Jest stanowcza poprawa, ale jeszcze trzeba trochę się pomęczyć w paskudzie.Czego nie robi się dla zgrabnych nóżek Lauriettki. Musimy nosić koszle jeszcze aż 3 tygodnie, więc 15 kwietnia idziemy na kontrole znowu. Mam nadzieje, że już ostatnią. Na szczęście, że z dzieckiem tak szybko leci czas i 3 tygodnie zlecą w mgnieniu oka. A już jak zdejmiemy koszlę zaczynamy wiosenne strojenie się i sesję zdjęciową specjalnie dla Was :)

Skaza Białkowa

  • Napisane 25 marca 2014 o 05:12

Walka ze skazą białkową zaczęła się już na początku życia Lauriettki. Parę tygodni po urodzeniu Laury moja kruszynka miała problemy ze skórą, wysypka, problemy również z brzuszkiem, bidulka się prężyła nie mogła zrobić kupki, a jak już zrobiła to z niteczkami krwi. Strasznie się przestraszyłam, ale doktor Google :) powiedział, że to może być alergia. Hmm… no i zaczęło się myślenie, co jadłam nie tak. Dziś już wiem, że na 99% zaszkodził jej ser żółty, który jadłam. Chciałam jeść wszystko no a w szczególności nabiał, bo przecież on jest taki zdrowy. Niestety nie zawsze. Nie przyszło mi na myśl, że serek żółty zaszkodzi mojej Bidulce.

Gdy poszliśmy na pierwszą wizytę do pediatry, opisałam Pani doktor wszystkie objawy. W tedy padło podejrzenie skazy białkowej. W tamtym momencie byłam przerażona tym bardziej, gdy Pani doktor powiedziała, że matki karmiące dzieci ze skazą białkową powinny być na bardzo ścisłej diecie, czyli ziemniak i marchewka. No, ale na koniec powiedziała, żeby nie wpadać w paranoje i jeść rzeczy lekko strawne, zero nabiału, warzyw, unikać gluten i wszystko, co pochodzi od krowy. Oczywiście przepisała mleko dla alergików Nutramigen, które większość dzieci nie chce jeść na szczęście moja córcia nie gardzi żadnym jedzeniem :)

Na początku jadłam nie wiele. Ograniczyłam nawet pieczywo. Przez pierwsze tygodnie po ustaleniu diagnozy na śniadanie i kolacje jadłam zupę gotowaną na udku z kurczaka i włoszczyźnie z ziemniaczkami i tarta marchewką. A na obiad ziemniaki z udkiem z zupy. I tak mijały mi tygodnie na początku mi to smakowało, później już jedzenie stało się obowiązkiem a nie przyjemnością. Gdy taką dietą wyleczyłam Laurze, jelitka które miała bidulka poranione moją początkową dietą, zaczęłam wprowadzać inne produkty. Na śniadanie zaczęłam jeść pieczywo tylko ciemne z polędwicą bez masła oczywiście na obiad udku w dalszym ciągu lub pierś z kurczaka gotowaną na parze, kolacja to albo zupka :P albo kanapeczki :) Na podwieczorek robiłam sobie wafle ryżowe (bezglutenowe) z dżemem brzoskwiniowym. Taką dietę prowadziłam bardzo długo dopiero w 3 miesiącu zaczęłam więcej próbować. Zaczęło się od masła a skończyło na serku białym :) Tak spróbowałam serek twarogowy na kanapki i nic mojej kruszynce nie jest potem Danio waniliowe też nic. Więc tak naprawdę nie wiem czy to skaza białkowa czy tylko podrażniłam jej jelita serem żółtym i  stąd ta brzydka kupka.

Czytając mój wpis możecie pomyśleć, że to straszne jest takie eksperymentowanie na własnym dziecku i albo mu coś zaszkodzi albo nie, loteria. Ale u takiej małej kruszynki nic nie da się zrobić, nie da jej się zbadać, trzeba tylko obserwować dziecko i patrzeć, co szkodzi. Byłam u alergologa, ale prawidłowe badania na alergie można zrobić dopiero w 3 roku życia dziecka. Można próbować po 6 miesiącu życia zbadać dziecko przez krew, ale różnie może wyjść.  Więc nie życzę nikomu skazy białkowej jest to męczarnia dla dziecka jak i dla mamy dzidziusia.

Poniżej przepis na małe, co nie, co. Coś na osłodę :)

Maślane ciasteczka z dżemem:

  • Kostka bezmlecznej margaryny 250g
  • 4 żółtka
  • ¼ szklanki cukru
  • Cukier waniliowy
  • 2 szklanki mąki
  • Dżem

Margarynę ucieramy z cukrem i cukrem waniliowym, dodajemy żółtka bardzo dobrze oddzielone od białka na koniec mąkę wszystko ugniatamy i chowamy ciasto do lodówki na minimum 30 min. Na wyłożoną papierem do pieczenia blachę układamy z ciasta kulki w wielkości orzecha włoskiego. W kulkach robimy lekko palcem wgłębienia i dajemy odrobinę dżemu. Tak wyłożone ciasteczka wkładamy na 20 min do rozgrzanego piekarnika na 200 stopni.

 

Smacznego!

Walka z laktacją

  • Napisane 20 marca 2014 o 12:15
1251277680_by_Szefu_6001

Gdy Laura przyszła na świat mieliśmy problem z laktacją. Problem polegał na tym, że moja Kruszynka nie rodziła się naturalnie tylko po przez cesarskie cięcie i nie miałam jeszcze pokarmu. W trakcie ciąży wiedziałam, że chcę karmić piersią dla dobra mojej Lauriettki. Byłam bezradna już w szpitalu, kiedy przystawiałam Laurę do piersi, a ona zamiast jeść płakała w niebo głosy. Miałam ochotę płakać razem z nią,ale wiedziałam, że początki zawsze są trudne. Chodziłam, co chwila do położnych, żeby mi pomogły ją nakarmić. Nie wiedziałam czy problem jest w tym, że Laura nie umie ssać czy po prostu nie ma, co.…

CC- Cesarskie Cięcie

  • Napisane 17 marca 2014 o 21:31

Witam Was Moi Drodzy,

Dziś opiszę jak wyglądał poród Lauriettki.

Podczas ciąży bardzo bałam się porodu, ale zarazem chciałam rodzić naturalnie. Każdy mówił, że to takie przeżycie, coś niesamowitego. Jeśli to takie wspaniałe to, czego się bać… Bałam się tego, że przeoczę ten ważny moment, że spanikuje jak odejdą mi wody, że nie rozpoznam skurczy przedporodowych. Bałam się również pobytu na porodówce, że lekarze będą zwlekać z porodem i malutkiej i coś się stanie. Sam pobyt w szpitalu również był dla mnie straszny, ponieważ nigdy w nim nie byłam. Ale chciałam rodzić naturalnie, o cesarskim cięciu nawet nie myślałam.

Lecz miesiąc przed planowanym porodem na USG wyszło, że Lauriettka nie jest gotowa do wyjścia i w cale jej się nie śpieszno na świat, jest ułożona miednicowo. Nie panikowałam, bo przez ten miesiąc może wszystko się zdarzyć. No, ale po dwóch tygodniach nic się nie zmieniło w tedy było już wiadomo będzie ciecie. Dostałam skierowanie do szpitala i musiałam się tam zgłosić. Nie wiedziałam czy mam się cieszyć z tego, że będę znała datę porodu swojego dziecka, czy może mam się smucić tym, że będzie poród operacyjny… Powiem szczerze przez cały tydzień nie mogłam spać, nie dość, że dokuczał mi już brzuszek i brykająca w nim Laura to i myśl o tym czy to dobrze czy źle, że tak się stało, jak to wszystko będzie wyglądało, przerażał mnie zbliżający się termin pobytu w szpitalu. Ten tydzień był dla mnie najgorszy. Ale jak już byłam po wizycie w szpitalu znałam już termin przyjścia na świat moje córeczki 28.11.2013, Miałam się stawić dzień wcześniej. Do tego dnia został jeszcze tydzień i myśli krążące po głowie, eh…

Nadszedł dzień stawienia się w szpitalu, było to jak bym miała się do więzienia stawić, bałam się jak małe dziecko. Ale zaraz po tym strach cały minął.  Trafiłam na sale z bardzo fajnymi dziewczynami, gdzie środa przy nich zleciała mi niesamowicie, do tego był cały czas ze mną mąż, który mnie cały czas wspierał  J

28.11.2013 – Dzień porodu. Musiałam wstać o 6 rano, o 7 był już u mnie mąż i wielkie oczekiwania, kiedy przyjdą po mnie i wezmą mnie na sale. Czekanie było straszne, ale o 11 przyszła Pani i zabrała mnie na sale operacyjną. Tam przygotowanie do Ciecia, znieczulenie kroplówki mnóstwo ludzi w fartuchach wszystko to było takie dziwne, nie potrafię nawet powiedzieć czy się bałam w tedy, chciałam, aby Laura już była ze mną. O 11:50 Laura już była na świecie J Czekanie na jej płacz było czymś strasznym, ale jak już usłyszałam moją córcie po raz pierwszy łzy popłynęły mi nawet nie wiem, kiedy. Czekałam tylko na informacje czy jest zdrowa, czekałam aż w końcu dostane swoją Kruszynkę w ramiona. Po zbadaniu położyli mi ją na piersi na chwile, patrzyłam na mnie swoimi pięknymi oczkami i od razu ucichła. Niestety musieli mi ją zabrać, ale wiem, że poszła do tatusia J Po operacji byłam cały czas na środkach przeciw bólowych, gdy one mijały ból był niesamowity. Potem na drugi dzień była pora na wstanie z łóżka, było ciężko, ale trzeba było zacisnąć zęby i wstać, gdy wstanie było już za mną trzeba było pójść do łazienki pierwsze kroki były straszne, szwy rwały nie można było się wyprostować, ale robiłam wszystko, żeby tylko się rozruszać i wyjść ze szpitala. No i się udało w sobotę już wychodziłyśmy do domu J

Reasumując moi drodzy, co jest leprze cesarka czy poród naturalny? Moim zdaniem cesarskie cięcie!

Niby jest ból dość spory, ale do wytrzymania. Nie muszę siedzieć jak na bombie cykającej i czekać aż będę mieć skurcze czy odejdą mi wody. Mam ustalona datę stawiam się i wiem, kiedy to się stanie bez wstępnych bóli i kilku godzinnego porodu. Oczywiście kolorowo nie jest, ale jest to do przeżycia trzeba zacisnąć zęby i zająć się maleństwem, a po dwóch tygodniach wszystko wraca do normy J

I gdy bym miała jeszcze raz rodzić to mam nadzieje, że również będę kwalifikować się do cesarskiego cięcia, czekania na skurczę bym chyba nie zniosła  :)

Ja swoje zdanie wyraziłam. A Wy drogie mamy jakie jest Wasze zdanie ?

Szczepienia- zmora czy coś niezbędnego do życia

  • Napisane 15 marca 2014 o 08:40

Dziś mamy pierwsze szczepienia za sobą. Pewnie się dziwicie, czemu pierwsze skoro Laura ma już ponad 3 miesiące.

A wiec… Zaczęło się tak… Gdy po 6 tygodniu życia poszliśmy na szczepienia, Pani lekarce nie podobało się, że Lauriettka zaciska bardzo piąstki i dostałyśmy skierowanie do neurologa. Miałyśmy zalecenie dostać się tam w przeciągu 2-3 tygodni żeby z powrotem przyjść na szczepienie, ale nasza służba zdrowia działa tak, że zeszło nam się dwa miesiące.

Zanim obdzwoniłam wszystkich neurologów w Warszawie, którzy przyjmują na NFZ trochę się zeszło. Znalazłam przychodnie neurologiczno-psychologiczną na Dzielnej, gdzie w porównaniu do innych przychodniu musiałam czekać tylko 3 tygodnie. I cieszę się, że tam trafiłam, bo bardzo miły personel i Pani Doktor również wszystko wyjaśni, wytłumaczy. Polecam.

Wracając do tematu, Pani Neurolog kazała obserwować nasza Kruszynkę i powiedziała, żeby przyjść za miesiąc na kontrol jak nic się nie poprawi to będziemy rehabilitować napięcie, a co do szczepienia to nie ma przeciwskazań,aby nie szczepić. Więc ja chcąc zapisać dziecko na szczepienia idę do przychodni, a tam Pani mi mówi, że teraz nie, bo już są zajęte wszystkie terminy a później są ferie i nie ma szczepień (nie wiem, co mają szczepienia do ferii, no, ale cóż służba zdrowia… )  i tak dziecko czekało miesiąc na szczepienia.

Czekając na termin szczepień w między czasie zdążyłam Lauriettkę zapisać na kolejną wizytę do neurologa i udało mi się to zrobić dzień przed szczepieniami :) Na szczęście napięcie puściło rehabilitować się nie musimy, kamień z serca. Cieszyłam się, że z czystym sumieniem mogę zaszczepić dziecko. Lecz problemów jeszcze nie koniec… mam kolejne zmartwienie, jaką szczepionką zaszczepić Laurę?

Bezpłatną czy płatną 5w1 czy 6w1 ? Jedni mówią, że bezpłatne są leprze przecież my się szczepiliśmy i było wszystko dobrze, to, czemu mają szkodzić inni mówią, że są szkodliwe zaśmiecone itp. To samo mówią o szczepieniach skojarzonych, że mają za dużo składników w jednej szczepiące, że dzieci mają porażenie mózgu po tych szczepionkach, a inni mówią, że są super przecież to jest mniejsza ilość wkłuć dla dziecka. No i co zrobić jak człowiek się na słucha takich informacji i nie wie, która jest dobra, bo przecież wszystkie są prawdziwe… mętlik w głowie..ale decyzja podjęta bierzemy te bezpłatne pod warunkiem, że nie ma składnika pod nazwą triomersal (udowodnione, że powoduje autyzm u dzieci)my przeżyliśmy to i nasza kruszynka przeżyję, a w tych skojarzonych jest przecież za dużo składników w jednym, taką wersję żeśmy obrali… Lecz wszystko zmieniło się w przychodni.

Pani doktor po tym jak oznajmiliśmy, że chcemy tą bezpłatną szczepionkę poinformowała nas, że bezpłatna szczepionka zawiera właśnie triomersal (podobno szczepionki z tym składnikiem zostały już wycofane, hmmm…), więc ja odmówiłam szczepienia tą szczepionką, ale również powiedziałam, że nie chce szczepionek skojarzonych, ponieważ mam o nich negatywne zdanie. Pani doktor zaproponowała mi szczepionkę oczywiście płatną. Jest to szczepionka taka sama jak ta bezpłatna tylko bardziej oczyszczona i bez tego cholernego składnika. Oczywiście się zdecydowałam na to, bo nie chodzi tu o pieniądze, chodzi o dobro mojej Księżniczki. Nie darowałabym sobie, ani tym mało wyuczonym lekarzom, gdy by mojej Lauriece coś się stało !

Podsumowując moją opowieść. Nie mając jeszcze dziecka dziwiłam się rodzicom, którzy nie chcą szczepić dzieci. Co tam szczepienia przecież my byliśmy szczepieni i żyjemy wszystko jest w porządku.Ale dopiero, gdy chodziło o moje dziecko zaczęłam się interesować szczepionkami, ich składem oraz skutkami ubocznymi a także zaletami. Zalet niestety mają nie za wiele. Dzieci, które są szczepione tak wcześnie, czyli w 6 tygodniu życia mają jeszcze słaby układ odpornościowy i jedne dziecko może przyjąć taką szczepionkę bez bólu, a na drugiego słabego dzieciaczka taka szczepionka może podziałać z nieodwracalnymi skutkami negatywnymi :( Wiele jest takich przypadków gdzie dzieci zatrzymują się w rozwoju na etapie 6 tygodni po szczepieniach. Jest również udowodnione to, że w latach 60 wyszła szczepionka, która miała substancję rakotwórcze. Byli nią szczepieni nasi rodzice a nawet my!  Najgorsze jest to, że nie zaszczepisz dziecka to dostaniesz olbrzymią kare od sanepidu, a i tak musisz zaszczepić najgorsze jest to też, że tylko u nas i w USA są takie śmieciowe szczepionki. Na zachodzie i w krajach skandynawskich albo niema obowiązku szczepień albo szczepionki są o wiele lepszej jakości i bezpłatne…cóż Kochani niesamowite jest to ,że wiele tematów przechodzi koło nas z obojętnością, dopiero, gdy chodzi o dobro naszego dziecka, zaczynamy się tym tematem mocno interesować….